U Was snieg po kolana? Chyba zaczynam zazdroscic. Bo tutaj ostatnio ciagle pada. I wszystko jest mokre, nic nie schnie, fermentuje wszystko. Zeby tylko byl to tworczy ferment! A jesli chodzi o deszcz, to on jest tutaj traktowany prawie jak kleska zywiolowa! Susanna tlumaczyla, ze nie sa przyzwyczajeni do takiej ilosci opadow.
Do roboty, do roboty.. Kiedy sie ostanio nic nie dzieje! Brak akcji! Tylko wewnetrzne zycie mam bogate, he he. Od kilku dni chodze po tym Torre del Beko i zbieram w glowie jakies anegdotki, historyjki. Zatem dzisiaj je z siebie "wypluje".
Pare dni temu o 8.08 (o nie, dzieciarnia przysla na lekcje informatyki..To by bylo na tyle, jesli chodzi o cisze i spokoj..), zatem o 8.08 moj wlasciciel mieszkania podwozil mnie samochodem do szkoly, bo akurat gdzies sam jechal. Pytal, na ktora mam lekcje, ja na to, ze na 8.15. Czyli na piechote musialbym sie niezle spiac , zeby byc na czas.. A Michelle skwitowal: "widze, ze jestes precyzyjny". To mi sie podoba. Ja nie jestem spoznialski. Jestem precyzyjny.
Torre del Greco nie jest takie male, ale ja poruszam sie glownie w pewnej jego czesci, wykonujac rozne aktywnosci. I przekonalem sie, ze prawie zadne z moich wystawien nosa poza cztery sciany nie moze przejsc niezauwazone. Codziennie slysze: Maicol, wiedzialem Cie, jak jechales na rowerze, Maicol, widzialem Cie, jak szedles po murku (taka mialem fantazje), Maicol, widzialem Cie na Teklondzie, Maicol, widzialam Cie jak biegales.. Ale to jest raczej sympatyczne. Ostatnio, kiedy robilem "odcinek gorski" w trakcie joggingu, z samochodu przejezdzajacego obok wychylila sie glowa jakiegos ucznia i uslyszalem krzyk "forza, Maicol!!" Dodalo mi to sil, a jak!
Raz na jakis czas spotykamy sie ze wszystkimi nauczycielami na takie jakies zebrania programowe. Ostatnio umowieni bylismy w szkole, ktora jest najblizej mojego domu, czyli w moich okolicach. Wpadlismy po drodze po pizze do Maradony. I poczulem sie jak ziomal, bo Maradona zza kontuaru krzyknal "Ciao, professore!". Po chwili kucharz w wielkiej bialej czapie wychynal z kuchni, mowiac "Hello teacher!". Kolezanki nauczycielki spojrzaly na mnie z respektem. Tym razem wybralem pizze "Franz", czyli z parowka i frytkami. Niezla.
Acha, jeszcze anegdotka sportowa. Kolega z Taekwondo wazyl sie po treningu. Chlopak jest duzy. Wspialem sie na wyzyny mojej znajomosci wloskiego i mowie do niego: i jak, 65kg? On na to ze smiechem: "nie, 115". Trener skwitowal to tak: "widzisz, Maicol, na wielkanoc wsadzimy mu jedno jablko tutaj (wskazal usta), drugie jablko tutaj (wzkazal inna strategiczna strefe) i upieczemy!" Ale smiechu z tym Maestrem!
Zrobilem pare zdjec, ale nie wzialem aparatu teraz, wiec wrzuce nastepnym razem.